Strony

wtorek, 6 września 2016

Vampire facelift

Starość nie radość powiadają. Stety niestety mogę się z tym zgodzić :P

Pomimo dbania o skórę powoli upływ czasu odznacza się na niej. Oczywiście moje błędy młodości
(czyt. za dużo solarium:P) przyczyniły się do tego, iż na moim czole pojawiły się zmarszczki oraz przebarwienia.
Ale całe szczęście z pomocą może nam przyjść medycyna estetyczna :)

Oczywiście nie mówię, by od razu iść pod nóż, gdyż obecnie na rynku masa innych alternatyw,

choćby np. tzw "wampirzy lifting", o którym głośno zrobiło się dzięki Kim Kardashian :)
I właśnie dziś zapraszam Was na fotorelację z tego zabiegu :)


Wampirzy lifting został wykonany w gabinecie MedEstetic, który mieści się na ulicy Malczewskiego 2a w Zielonej Górze
(zaraz za Orlenem przy Uniwersytecie Zielonogórskim na Wojska Polskiego) :)

Zabieg przeprowadził dr Marcin Banaszek (więcej TUTAJ).




Na wstępie pokrótce wyjaśnię, co to jest wampirzy lifting, gdyż nie wszyscy mogli się z tym terminem spotkać :)

Tak naprawdę to ostrzyknięcie twarzy oraz szyi i dekoltu osoczem bogatopłytkowym, pozyskiwanym z własnej krwi. 
Wstrzyknięcie preparatu w skórę właściwą wspomaga, przyspiesza i nasila proces regeneracji tkanek.
Preparat ten aktywuje regenerację tkanek poprzez stymulację produkcji nowego kolagenu. Jeśli chcecie pozbyć się
drobnych zmarszczek, cieni pod oczami, poprawić owal twarzy czy pozbyć się drobnych blizn, to ten zabieg jest dla Was
(więcej TUTAJ). Dodatkowo nie uczuli, gdyż osocze pochodzi od nas :) Dla pełnego efektu zabieg należy powtórzyć 2-3 razy
w odstępach co 6-8 tygodni. Cena waha się w granicach 800-1200zł za jeden zabieg.

Jak to dokładnie się odbywa będziecie mogli przeczytać poniżej :)
Dodam tylko, że w zeszłym roku miałam raz robiony taki zabieg, ale w innym gabinecie i przy pomocy dermapen'u.
Efekty były widoczne po jakimś czasie, czyli spłycenie zmarszczek, lekko poprawiony owal twarzy, spłycenie kilku blizn
na twarzy (osocze stymuluje kolagen, a to musi chwilę potrwać), ale przez ok. 4 dni moja twarz wyglądała jak burak :(
Dlatego tradycyjna metoda, którą zobaczycie poniżej, jest o wiele lepsza :)


Na początku nasza twarz zostaje oczyszczona i zdezynfekowana, a następnie nakładany jest krem znieczulający.
Tradycyjnie używany jest krem "Emla", natomiast dr Banaszek używa kremu firmy "Swiss Medical", który jest silniejszy :)


Potem pobierana jest od nas krew w ilości 2-4 probówek, każda ma 10ml.
Z tego powstanie ok. 4-5ml osocza z każdej.



Probówki trafiają do specjalnej "wirówki", gdzie przez 7 minut, odwirowywane jest osocze bogatopłytkowe.
Ta "żółta część" to właśnie osocze. Reszta jest usuwana.



Gotowe osocze trafia do dużej strzykawki. Taka oto pojemność zostanie użyta do ostrzyknięcia twarzy, szyi oraz dekoltu.



Pan doktor zaczyna od czoła. Jest to miejsce, które jest najbardziej wrażliwe.
Sam moment wkłucia mnie nie bolał, natomiast moment wstrzykiwania osocza już tak.
Mogę go porównać do robienia zastrzyku domięśniowo:/ Dodatkowo pan doktor miejscowo przykłada lód,
by obkurczyć naczynia krwionośne. Po to aby miejsca wkłucia nadmiernie nie krwawiły (by później nie było siniaków).




Następnie ostrzykiwana jest pozostała część twarzy, czyli tzw. "lwia zmarszczka" (miejsce pomiędzy brwiami),
okolice skroni i żuchwy, policzki, zmarszczki wargowo- nosowe, a także broda. Na samym końcu potraktowana zostaje szyja :)
Przyznam szczerze że mnie najbardziej bolało czoło oraz policzki :P Jednak było to do przeżycia.
Z resztą czego nie robi się dla urody :D








Na koniec otrzymujemy od dr Banaszka maskę kolagenową do wykorzystania w domu :)
Wkładamy ją do lodówki na ok. 20minut. Po tym czasie nakładamy na twarz i odpoczywamy :D
 Pan doktor mówił, że po użyciu maski zaczerwienienia znikną całkowicie. Przyznam szczerze, że trochę w to nie wierzyłam
(zwłaszcza że pamiętam, ile mi się utrzymywało zaczerwienienie w zeszłym roku), ale leżałam z maską ponad 40minut
i naprawdę dała radę :D Tym bardziej że w sobotę zaczęło się tzw. "Winobranie", czyli dni Zielonej Góry,
więc zależało mi, żeby wieczorem wyglądać jak człowiek :) 



A tak wyglądała twarz godzinę po zabiegu- lekkie zaczerwienienia, ślady po wkłuciach i opuchlizna, ale nie było tak źle :)



A tutaj zaraz po zastosowaniu maski :) Wieczorem brak było jakichkolwiek zaczerwienień, jedynie lekka opuchlizna
i wybroczyny w miejscu wkłucia. W poniedziałek zero śladu po zabiegu. Żadnych siniaków ani wybroczyn :)



Podsumowując, jeśli chcecie pozbyć się drobnych zmarszczek, cieni pod oczami, poprawić owal twarzy
czy pozbyć się drobnych blizn, to z czystym sumieniem polecam Wam wampirzy lifting z wykorzystaniem
osocza bogatopłytkowego u dr Banaszka w MedEstetic w Zielonej Górze. Miła atmosfera, pełen profesjonalizm i efekty :)

A dla moich czytelników mam 10% rabatu (ważny do końca listopada br) na dowolny zabieg w gabinecie MedEstetic :D
Wystarczy że powiecie "all about me" przy wizycie u dr Banaszka :)


Gorąco polecam :)

2 komentarze:

  1. Podziwiam że się na to zdecydowałaś, mi się to wydaje cholernie bolesne ale na szczęście na razie chyba tego nie potrzebuję :P

    OdpowiedzUsuń

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Byłoby mi miło, gdybyś zostawił/a komentarz;]
It would be nice, if you left a comment;]

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...